Az mi wstyd znowu pisac, ze mi dobrze, ale tak po prostu jest. Moze powinnam odpuscic wstyd i po prostu cieszyc sie z tego. W koncu w lipcu zeszlego roku jak spadlo na mnie wszystko naraz, to mi nie bylo tak wesolo. Byl i niewdzieczny kutas, ktory mnie rzucil i Babcia w szpitalu i jeszcze troche wiecej przyjemnosci, wiec liczylam wtedy na to, ze kiedys w przyszlosci bedzie lepiej. I jest.
Szczegolnie szokuje mnie to, jak dobrze mi bez chlopa w domu. Zawsze myslalam, ze tego wlasnie chce: chlopa w domu, zeby mi dotrzymywal towarzystwa i zebym sie zawsze czula kochana. Nie umialam sama siebie kochac, wiec musialam innych do tego zatrudniac... Niewdzieczne to zreszta bylo dla nich czesto zadanie, bo chocby nie wiem jak mnie kochali, ja nie umialam tej milosci od nich wziac i poczuc, tylko slizgalam sie po powierzchni. Czesto oni wtedy sie jeszcze bardziej starali mi okazac jak mnie kochaja i to byl znowu z ich strony nieswiadomy blad, bo kiedy tylko ja ta milosc poczulam, to najchetniej sie robilam podejrzliwa i zastanawialam sie, co z takim Z. czy innym T. nie tak, ze on zamiast cos ciekawego robic ze swoim zyciem, to mnie kocha. No, bez sensu przeciez.
Tak wiec czasami mysle o nich wstecz i mysle sobie, ze dostaliscie Panowie ten zly koniec kija, przykro mi. Teraz jestem generalnie fajniejsza. :)
Nie chce sprawiac falszywego wrazenia, ze teraz mi na mezczyznach nie zalezy. Oczywiscie, ze dalej marze o wielkiej milosci, chcialabym wyjsc za maz i miec dzieci, ale... Nie musze. 
Poza tym jak mi teraz przyjemnie ogladac komedie i jakies filmy, ktore interesuja mnie tylko i nie musiec isc na zadne ustepstwa. Juz od paru miesiecy u mnie na ekranie nie bylo superbohaterow, lasek w obcislych ciuszkach z lateksu, ani zadnych innych meskich glupot. Zadnych Terminatorow, Transformersow, ani innego meskiego badziewia. A tym bardziej meczu. Mecz w moim pokoju jest przeszloscia juz. Kolo lozka mam syf na podlodze (to moja syfiarska wizytowka swego rodzaju, ze rzucam wszystko pod lozko) i nikt mi nie pierdoli, ze sie chodzic nie da. Ja tu jestem pania, w tym zamku i poki ja chodzic daje rade, to wszystko jest w porzadku. Lody wpierdalam lyzka stolowa, nie zadna lyzeczka do herbaty i nikt mi nie mowi, ze bede gruba. Spie oczywiscie po lepszej stronie lozka i nie musze sluchac o tym, ze go zepchnelam biedaczka na ta gorsza. Tima juz nie ma, zeby mi tak gadal, a L. jest na tyle nowy, ze niech sie czuje wdzieczny za mozliwosc spania nawet u moich stop, jak sobie zazycze (jassne). Rozgladam sie po pokoju i jak sobie wyobraze, jakby mi Tim suszyl glowe o ten balagan, to zaraz sie czuje mu wdzieczna, ze mnie rzucil. W korkach tez mi jest teraz o wiele lepiej. Slucham sobie muzyki na caly pierdolony regulator, tak ze samochod mi caly chodzi. Do tego spiewam na cale gardlo i na swiatlach ludzie sie na mnie patrza z niesmakiem. Niech sie ciesza, ze nie otwieram okien, bo i oni by sie znalezli w mojej dyskotece wbrew wlasnej woli. No i prosze, nikt mi nie sra do ucha, ze 'nie slysze wlasnych mysli'. Ja sie pytam, o czym ten moj byly tak intensywnie myslal, ze musial wlasnych mysli sluchac? 
Jem, co mi sie podoba. Ryby jak mam akurat taki humor, a nie raz w tygodniu, bo tak jest zdrowo. Miesa o tone mniej zjadam, bo przeciez nie kupuje go po prostu. Bekonu nikt mi rano pod nosem nie smazy i mnie tym nie denerwuje. Chleba w domu nie mam, poki sobie nie upieke, wiec tez nie wpierdalam tego gabczastego gowna ze sklepu. Jem to, co mi akurat pasi, czyli gotuje rozne dobre rzeczy i z nikim sie nie musze dzielic. Sniadanie jem w postaci rogalika ze sklepu i tez od nikogo nic na ten temat nie slysze.
No, czy zycie nie jest piekne?
Ale przy okazji jest slodko z L. i w zyciu mi sie tak nie chcialo nie spieszyc, jak teraz. Kiedy wspominam jakies wczesniejsze historie, to mam wrazenie, jakbym sobie wrecz wmowila, ze tego, czy owego kochalam, bo chcialam miec ten zwiazek i to cos w zyciu, na czym ci zalezy. W koncu ich zawsze zaczynalam kochac, nie klamalam im nigdy, ale... Szkoda, ze nie umialam dac sobie troche na luz i poczekac z tymi uczuciami. Za to teraz jest mi tak cudownie, pieknie i dobrze... I juz jednak sie ciesze na te Walentynki jak szalona i juz dwa razy przymierzalam sukienke i piecdziesiat razy sie w niej obracalam przed lustrem i caly czas sie zastanawiam nad takimi sprawami najwyzszej wagi jak 'jaka ubrac bielizne' i czy ponczochy samonosne, czy na podwiazkach. Moze sonde powinnam na blogu zamiescic na ten temat po prostu. :D Ale wracajac do tematu, to faktem jest, ze cisnienia nia ma tam, gdzie nie ma go byc i jest to dla mnie calkiem nowe, bardzo podniecajace doswiadczenie.

A na deser zdjecia z wizyty. Jeszcze Was nimi pomecze, bo jeszcze mam ich troche.
Na pierwszy ogien idzie w domu pieczony chleb:
Rozne z wycieczek: (zajebiste buty, nie?)
Moja Axelle:

skomentuj (1)| data: 2010-02-09 | godzina: 02:42:59 | autor: auparisztaka

Dzisiaj mija piec lat, ok kiedy zmarl moj Tata. Mialby teraz 49 lat...
Mam jego zdjecie w pokoju ustawione tak, ze zawsze go widze i codziennie o nim mysle. Jedno, co sie zmienilo na lepsze, to gdzies pod koniec 2009 roku chyba wreszcie pozwolilam mu odejsc, przestalam plakac po nocach, przestalam blagac go, zeby wrocil.
Kocham go tak samo mocno, jakbym go widziala wczoraj.
Zrobilam sobie krzywde troche, na wlasne zyczenie oczywiscie. Mianowicie znowu mam problem z facetem (to cos nowego, nie?) Otoz zblizaja sie Walentynki, ktorych postanowilam nie spedzac siedzac na dupie w domu, jako ze mam wolny weekend, co u mnie nie jest zawsze gwarantowane. W zwiazku z powyzszym nie czekalam az szanowny L. zaczai sytuacje i dojdzie do wlasciwych wnioskow, tylko wzielam, wymyslilam co chce robic, szybko skonsultowalam z nim przez czat na gmailu i zabukowalam. 
I tu zaczynaja sie schody. Znaczy sie on sie ucieszyl niesamowicie z planu i generalnie nie ciagne go przeciw jego woli, ale... Jak juz zabukowalam, to sie tak poczulam, ze juz jest wszystko gotowe, ze juz go mam i posiadam tego kolezke, przez co on sie staje taki jakis malo interesujacy... Ja sama oskarzam mezczyzn, ze oni chca tylko gonic, a jak zlapia, to juz nie chca, a nie jestem o wiele lepsza. Prosze, jaka hipokryzje u siebie wykrylam!
Hipokryzja swoja droga, ale co ja teraz zrobie? Normalnie sie prawie przestalam cieszyc z tych calych Walentynek i z tej sukienki, ktora sobie na ta okazje kupilam... 
Ja chyba naprawde chwilowo jestem uczulona na zwiazki i przysiegam, niech mu do lba nie przyjdzie podczas tych calych Walentynek sie zapytac, czy ja bym moze szanownie chciala byc razem, bo odpowiedz bedzie negatywna.
Generalnie znowu sie martwie o to, czy ja w ogole umiem sobie znalezc faceta, ktory mi sie nie da tak zbalamucic i da mi troche popalic (ale nie az tak, jak zonaty Brandzyliano...)
A tu zdjecia z pobytu Axelle (ale nam bylo dobrze.)

skomentuj (4)| data: 2010-02-06 | godzina: 11:42:56 | autor: auparisztaka

Z najbardziej nieoczekiwanych katow wszechswiata spadaja na mnie gromy za brak notek. No nie ma, bo jak ma byc? Calymi dniami ciezko pracuje, jak taki pracus, ktorym jestem. Wieczorami jezdzimy z Axelle na wycieczki, a czasami przyjezdza L. i wtedy no to sorry, ale naprawde jestem zbyt zajeta na pisanie notek. Z Axelle kupilysmy sobie takie same berety ( i sukienki, ale to juz inna bajka) i narobilysmy zdjec. Poza tym Axelle popadla w szal zakupow, bo przeciez tu sa tansze ciuchy, niz w Polsce. Ja popadlam razem z nia, zapominajac, ze ja te sklepy tu mam na codzien i moge tez wydawac w nich pieniadze po tym, jak ona juz pojedzie. Kupilam naprawde w chuj (sorry, ale inne wyrazenie tu nie pasuje), ale to naprawde w chuj rzeczy, ktorych nie potrzebuje. Sto kilo bielizny, najchetniej w kolorze przezroczystym, bo odkrylam fascynacje kolorem przezroczystym u L. Nie szkodzi, ze juz mam tyle bielizny, ze jak otwieram szuflade, to majtki wylatuja jak na sprezynach, bo pod takim cisnieniem sa skladowane. Kupilam chyba z dziesiec roznego sortu pizam, w tym jedna z Betty Boop, ktora ma naszyte rozowe 'diamenty'. Jak przyjechal L., to w obawie, ze juz przegielam zapytalam sie go, czy to juz nie przesada, ale on powiedzial, ze nie ma takiej opcji jak przesada, wazne, zeby pizame sie dalo sciagnac. No i przeciez absolutnie konieczne mi byly do zycia drugie czarne szpilki, szczegolnie, ze w pierwszych nie moge chodzic, bo sa za wysokie. Niestety w domu okazalo sie, ze te drugie sa dokladnie tak samo wysokie. No, to trudno, bede musiala sie nauczyc na nich chodzic, teraz w koncu moge, kiedy L. jest ode mnie wyzszy w sposob znaczny. No i dobrze, ze jest, bo martwiaca byla moja niedawna tendencja do karakanow.
No, a L. zostal tu wspomniany chyba z szesc razy, ale nie ma wielu wiesci z tego frontu, bo padlo oskarzenie, ze z tego bloga sie robi seksualna kronika, a chwilowo zadnych innych sportow, ani hobby razem nie uprawiamy.
Pozdrawiam serdecznie, a jutro jedziemy na dziki zachod do Kenmare, wiec trzeba zmowic paciorek, zeby byla ladna pogoda.

skomentuj (3)| data: 2010-01-30 | godzina: 02:30:08 | autor: auparisztaka

Jesli przerwa od chujow obejmuje takie zajecia, jak chodzenie z nimi do kina, patrzenie w oczy, trzymanie sie za rece, calowanie w samochodzie na swiatlach, wspolne ogladanie 'Przystanku Alaska', wycieczki na plaze, zeby popatrzec na wzburzony styczniowy ocean, calowanie sie w samochodzie znowu po powrocie do niego i generalne sypianie z nimi, to wywiazuje sie z mojego postanowienia celujaco. Oczywiscie sie juz okazuje, ze pan z Norwegii, juz nazwijmy go dla porzadku L., okazuje sie, ze juz mi sie podoba i ze w ogole ma duzo pozytywnych cech, ktorych na poczatku jakos po prostu nie zauwazylam...
Poza tym Axelle dzisiaj zadzwonila powiedziec, ze zgubila paszport, a na dowodzie nie moze podrozowac, bo tam inne nazwisko. I masz babo placek... Nastepne 3 godziny zajmowalam sie martwieniem, ale znalazla, wiec juz sie nie martwie. Do tego doszedl do mnie oplatek od Babci, ktory moja mama postanowila dla eksperymentu wyslac przed swietami normalna poczta - nie priorytetem, zeby zobaczyc jak dlugo bedzie szedl. Po dlugiej podrozy oplatek wrecz rozsypywal sie w dloniach, ale i tak go zezarlam, bo oplatek od dziecka lubilam i nawet pomoglam L. zjesc jego kawalek, jak w Wigilie mi marudzil, ze mu sie do podniebienia przykleja i czy to tak ma byc...


skomentuj (7)| data: 2010-01-05 | godzina: 19:18:14 | autor: auparisztaka

Przerwa od chujow, chce od nich przerwe, bo mnie mecza.
I tak mi dopomoz buk.

Poszlam do kina na Avatara w 3d, co za film! 

skomentuj (2)| data: 2010-01-01 | godzina: 01:31:44 | autor: auparisztaka

Za kazdym razem, kiedy poznam faceta, to on gdzies wyjezdza. Ten przynajmniej tylko na 5 dni,w odroznieniu od poprzedniego, ktory zniknal na dwa i pol tygodnia. Wiec siedze w domu, znowu mam wolne, ktorym staram sie nacieszyc, bo nastepnie czeka mnie 7 dni pod rzad ciezkiego zapierdolu, z sylwestrem i pierwszym Stycznia wlacznie. 
Siedze, jak znudzona Amerykanka, ogladam babskie filmy, popijam zimna kawa - tego nauczylam sie od mamy, wpierdalam dobre jedzenie, ktorego mam w lodowce pelno, w duzej czesci norweskiego, lacznie z pasta kawiorowa, ktorej zazdrosci mi wspolokatorka. Cale to jedzenie, ktore nagromadzilismy z norweskim L. po to,zeby je zjesc podczas swiat, ale bylismy zajeci doprowadzaniem sie na granice smierci glodowej poprzez wielogodzinne zajecia sportowe...
Jestem jak w jakiejs bajce, az boje sie, co sie teraz okaze. Tym razem chyba nie dowiem sie o zonie i dzieciach trzymanych w zanadrzu? Spotkalam kogos, kto do mnie pasuje, jak kawalek ukladanki. Nagle nie musze sie zmieniac dla niego, nie musze chudnac, nie musze zmieniac fryzury, ani w ogole niczego nie musze, moje jedyne zadanie w tym wszystkim to widziec, jak patrzy na mnie z uwielbieniem i nie wpadac z tego powodu w paranoje. To nie jest takie proste, chociaz w ostatnim roku duzo sie dla mnie zmienilo i generalnie serce mialam zlamane juz pare razy w zyciu i wiem, ze od tego nie umre, wiec rownie dobrze moge po prostu 'give it all i got' i cieszyc sie chwila. Poza tym czemu ma mnie ktos nie uwielbiac i podziwiac? Cos jest ze mna nie tak?

Niedlugo przyjezdza moja najnajlepsza przyjaciolka Axelle. Czekam na to juz od paru miesiecy i jestem coraz bardziej podekscytowana calym tym planowaniem. Denerwuje sie, ze bede za duzo w pracy i ze sie nie bedziemy wystarczajaco duzo widzialy, no ale chyba tak juz musi byc, ze albo ja w Polsce, kiedy ona pracuje, albo ona w Irlandii, kiedy ja pracuje. Przyjazn, to wielka rzecz w moim zyciu i kiedy moj byly z glupoty odwazal sie na jakis krytyczny komentarz na temat moich przyjaciol, zwyklam mu mowic: 'They'll be there for me long after you're gone.' I czy nie mialam racji?
Mialam jak zwykle.

Znowu czytam 'Portnoy's Complaint', czy ja tak musze co roku?

skomentuj (3)| data: 2009-12-29 | godzina: 16:55:58 | autor: auparisztaka

Norweg wrocil z weekendu w swoim kraju, calowal mnie w szyje, mowil, ze tesknil jak nie wiem co i w dodatku przywiozl mi paste z watroby. No i przekonal mnie, szczegolnie ta pasta z watroby, ktora z chlebem i piklami spozywalismy razem na sniadanie o godzinie pietnastej trzydziesci, kiedy to wreszcie glod nas wygonil z lozka. Przekonal mnie i zaczelam na niego patrzec. I jestem utopiona. Wcale nie jest taki zly w sumie ten Norweg. I patrzy na mnie tak fajnie. 
Ze sniadania o pietnastej trzydziesci bylismy calkiem dumni, bo poprzednio dopiero o siedemnastej nam przyszlo do glowy, zeby zamowic pizze. Tym razem nawet opuscilismy budynek wieczorem, zeby udac sie na kolejny posilek, czyli ucywilizowani teraz juz jestesmy.
Dzisiaj jest tak zwana Wigilia, czyli ze niby on ma do mnie przyjechac autobusem. Bo on prosze panstwa nie ma samochodu, co mnie serdecznie wkurwia i dosc zniecheca do wpadania w milosne sidla. Drugi raz szoferem nie chce byc. No, ale ze niby bedzie mial samochod, tylko musi znowu zrobic prawko, bo tamto stracil. Ja jestem jak Maggie O'Connel z przystanku Alaska, tylko ze zamiast ginac, to moi faceci traca prawo jazdy. Ten za przekraczanie predkosci, a poprzedni za jazde po pijaku. Ciekawe co bedzie nie tak z nastepnym. Do tego ten jest niewdzieczny, bo nie chce jesc krewetek i osmiornic, a to juz przesada. Szczegolnie, ze mam ich pelna lodowke.
A z tym przyjezdzaniem autobusem to jest jak zwykle, czyli juz zamiast rano sie zrobilo okolo szesnastej... Jeszcze troche poczekam i stwierdze, ze w koncu Norwegiem jest, oni tez prezenty otwieraja i daja w Wigilie i moze on postanowil dac mi prezent w postaci usuniecia sie z obrazka i dania mi spokoju oraz wolnej reki w dalszych poszukiwaniach (w jakim kraju postawie nastepna horagiewke?) Bo w sumie bylby to dosc sprawiedliwy prezent i calkiem nie glupi, strata czasu mnie w koncu jednak zawsze denerwuje.
A poza tym to zycze wszystkim wiadomo czego i jak i co. Zaplacilabym komus chetnie, zeby za mnie skaldal te nieznosne zyczenia.
I zajebiscie, ze znowu jest ta pora roku, kiedy sa prezenty.

skomentuj (1)| data: 2009-12-24 | godzina: 13:56:04 | autor: auparisztaka

Bylam na koncercie Rodrigo y Gabriela juz jakis czas temu. Mialam isc, a po koncercie spotkac sie z Norwegiem. Taki byl plan.
Wiec poszlam na ten koncert, najpierw wystalam w kolejce troche czasu, potem sprawdzono mi prawo jazdy i zadano pytania o adres i nazwisko, na wypadek gdybym ja, to nie byla ja, czyli ta sama, co na bilecie. Nie wiem, jaka to robi im roznice. No chyba, ze chodzilo o to, ze tego wieczora tak mlodo wygladalam, ze to moglo byc prawko starszej siostry. Bo przeciez Rodrigo y Gabriela jak graja na gitarach, to tak cisnienie wszystkim na sali rosnie, ze sluchac mozna wylacznie od lat osiemnastu.
Wreszcie w Savoyu, dopchalam sie do samej sceny. Pod wplywem roznych wydarzen w moim zyciu odpuscilam sobie moj dawny chujowy stosunek do spraw, ktory zakladal stanie z boku/ z tylu i unikanie emocjonalnych up and downsow. Teraz pcham sie na sama linie frontu i generalnie 'Fight Club' i let go. Dopchalam sie na sam przod, a tam supportem tego wieczora byla Wallis Bird. I zlowila mnie na haczyk jak rybe i teraz jestem zakochana w tej malej kobietce, ktora na maksa wymiata na gitarze i spiewa tak, ze oh, fuck yeah, man. 

Potem, kiedy wreszcie pojawili sie oboje Rodrigo y Gabriela, to przezycia moje siegnely bardzo wysokich czestotliwosci i w ogole msza w kosciele i slub bralam z nie wiem juz kim, tak mi bylo dobrze, wzniosle i wspaniale. Z tego wszystkiego przelecialo mi przez glowe wspomnienie tej umowionej na po koncercie randki i az mnie z obrzydzeniem zemdlilo na sama mysl o takich ziemskich podnietach i nie daj boze jakims seksie. Nawet przez chwile myslalam, zeby odwolac spotkanie, wiedzac dobrze, ze on sie wloczy po miescie nie majac nic do roboty, czekajac az sie skonczy moj koncert. W koncu jednak tak sie zajelam przezywaniem koncertu, lzami w oczach, tupaniem noga, rytmicznym klaskaniem i robieniem zdjec, ze zapomnialam odwolac. Troche zdjelam sobie buty tez, zreszta nie ja jedyna. A mialam powod zdejmowac, bo oczywiscie owladnieta radoscia zycia i pamietajac, ze mam je tylko jedno, zalozylam najpiekniejsze buty jakie posiadam, przy okazji na superwysokiej szpilce. Jasne, ze sa czarno-biale, buty w ogole nie powinny byc zadne inne niz czarno-biale lub cale czerwone. Do tego mialam na sobie super krotka sukienke, w zupelnie nowym dla mnie rozmiarze 14 (niegdys 18) i ponczochy ze szwem z tylu, wiec czulam sie cala wspaniala. Bo powiedzmy sobie szczerze, ubieramy sie glownie dla siebie. 

Skonczyl sie koncert i wyszlam na ulice, smsowo jeszcze ustalilam miejsce niewyczekiwanego spotkania z panem Norwegiem i udalam sie w jego strone. Juz z daleka zobaczylam go, jak stoi i czeka na mnie, caly wysoki i z tym jego smiesznym szalikiem w paski powiewajacym na wietrze. Potem juz nie patrzylam, wiec ten obrazek musi mi wystarczyc jako jego avatar w mojej glowie. Wtajemniczeni wiedza, ze ja na niego nie patrze. Z roznych powodow, troche dlatego, ze mi sie nie podoba, a troche dlatego, ze jakos nie moge, a troche dlatego, zeby sie za szybko nie zakochac. Trzeba miec jakis system obronny, nie?
Pojechalismy potem do mnie do domu, a nastepnego dnia mielismy oboje wolne, wiec spedzilismy caly ten dzien robiac nic innego, tylko TO. Troche rozmawialismy tez, ale nie udawalo nam sie, bo znowu chcielismy robic TO. Ja wiem, ze on mi sie z wygladu nie podoba i mama mnie nawet pyta, jak ja moge z nim isc do lozka, jesli mi sie nie podoba.. No jakas logika jest w tym pytaniu, ale... Po prostu jakos moge i nie tylko, ze moge, to pasujemy do siebie jak dwa puzzle. Lepiej niz po dwoch latach dopasowywania sie z T. i lepiej niz w ogole chyba calkiem kiedykolwiek z kimkolwiek. Ja sie tylko boje, ze jestem znowu zamroczona uczuciami i sie potem przebudze i sie okaze, ze wcale nie jest tak fajne, tak jak bylo z Brazylijczykiem. Poki bylam pod ciezkim jego wrazeniem, to mi sie wydawal boski w lozku, a potem ostatni raz tak na zimno i wyszlo szydlo z worka, ze nieczuly, ze mu sie spieszy i ze w ogole caly nietaki i jak ja w ogole z nim moglam? Chyba by mnie Brandzyliano juz nie przekonal, zeby sie z nim przespac, chocby nie wiem jakie wino i jakie krewetki i jakie swiece sie palily po calym domu...

A wracajac do pana Norwega, to ktos ostatnio napisal gdzies na necie, ze fajnie by bylo, jakby istnial mikser do facetow. Och fajnie by bylo, fajnie. Ja bym troche pomiksowala, zeby Norweg pozostal Norwegiem, ale mowil po portugalsku tez, ale to by byl bajer. Poza tym bym pomiksowala, zeby nie byl az takim nerdem i zeby byl mniej niesmialy, bo az bym go czasem potrzasnela, a to nie jest dobry znak. Moglby troche tej brazylijskiej glupiej dumy miec, nie obrazilabym sie.

A Rodrigo y Gabriela wygladaja tak:






A to Wallis Bird:



skomentuj (0)| data: 2009-12-20 | godzina: 20:58:33 | autor: auparisztaka

Miedzy zonatym Brazyliano i Norwegiem nie minelo nawet tyle czasu, zeby odrosly mi wlosy na nogach. A nie mowilam, ze bedzie Norweg? 
Jest slodko i jest przezajebiscie. Sa smsy z rana i czat na gmailu wieczorami. Jestesmy wolni, mieszkamy w tym samym miescie, moglibysmy sie widywac codziennie, ale jestesmy bardzo cywilizowani, trzymamy sie limitu trzy razy w tygodniu, reszta dni na gmailu i przez telefon. Dawno tyle nie wydawalam na telefon. Przy okazji znowu wrocil temat mojego 'szwedzkiego' akcentu. Juz to slyszalam jak tu pierwszy raz przyjechalam i do tej pory jak ktos ma zgadnac skad jestem, to czesto zgaduje, ze gdzies ze Skandynawii. Norweg uwaza, ze mam szwedzki 'ton' jak mowie. Chcialabym wiedziec skad to sie wzielo, naprawde. 
Dzisiaj wreszcie mam wolne, tak jak i jutro. Musze zejsc z mojego wzgorza do wioski i kupic nowe gacie do pracy, bo te najnowsze nie dosyc, ze spadaja mi znowu  z zadka, to sie okazalo, ze wedlug nowych zasad w pracy nie moga miec paskow, kratek, ani nic, tylko calkiem czarne. Wiec bede sie musiala wybrac znowu na przymierzanie spodni na moje nowe cialo, ktorego czesto nie poznaje. Kupilam sobie nawet takie wielkie lustro, zeby moc popatrzec i moze wreszcie uwierzyc, ze taki kawal mnie zniknal. I gdzie on sie podzial, czy ja go za przeproszeniem sie pozbylam w toalecie?
Poza tym do mojego pokoju przywedrowal telewizor i teraz siedze w lozku jak krolowa z pilotami. Telewizji w nim nie mam, co to, to nie. Zadzwonil do mnie Tim zapytac co u mnie i jak powiedzialam, ze kupilam telewizor, ale nie chce kanalow, to powiedzial, ze to dobrze, bo bede mogla byc w swojej bance, takim babelku jak z mydlin. 
Dzwonil tez Brazyliano, chyba uwaza, ze jest takim darem od boga, ze nie moze uwierzyc, ze ja po prostu wyszlam od niego z chaty i nie wrocilam.
Norweg mnie troche przeraza, bo na maksa przypomina mi mojego bylego Z. jeszcze z Polski. W same dobre sposoby, ale czasami jak cos powie, to az mnie ciarki przechodza. Na facebooku moznaby im w tajemnicy podmienic rubryczki 'zainteresowania' i zaden by chyba nie zauwazyl, a nawet zdjecia glowne maja prawie identyczne, taka sama poza i ciuchy... W co ja sie znowu pakuje?
Ale z drugiej strony zajebiste uczucie wracac do tej samej bajki.
A na dole wideo, ktore wlasnie wspomniany wyzej byly Z. dal na facebooka i sie zakochalam. Ostrzegam, ze jest mega uzalezniajace.



skomentuj (5)| data: 2009-12-12 | godzina: 12:29:44 | autor: auparisztaka

Z Brazylijczykiem juz calkiem koniec i jest mi troche smutno. Sama to najpierw probowalam zakonczyc, ale wyblagal mnie o jeszcze jedno spotkanie. Poszlam na ta pozegnalna randke karmiac sie nadzieja, ze nie bedzie to jednak pozegnalna i chyba oczywiste jest, ze to byl zajebisty blad. Oczywiscie bylo wino, z tym czlowiekiem w ogole sie nie da rozmawiac, a tym bardziej nie bez wina. Kolacja, wino, przytulanie i sraty taty, ale ja sie oczywiscie zaczelam domagac konfrontacji juz przy pierwszym gryzie krewetek. 
'-Przyszlas do mnie sie klocic?' - i powiedzcie mi, ze to nie jest roznica kultur. Ale znioslam dzielnie caly ten emocjonalny balagan, patrzenie w oczy, komplementy i czule slowka. Powiedzialam, a moze raczej podsumowalam, ze ja juz sie wystarczajaco staralam, zeby sie nam udalo cos z tego zrobic i jesli on nie jest w stanie wlozyc wiecej wysilku, to koniec. 
'-Bede za Toba tesknil' - skurwysyn. '-To juz w ogole nie bedziesz ze mna rozmawiac?' i hit wieczoru grany wiele razy jak zdarta plyta '-Jestesmy od siebie zbyt rozni.' - zebys wiedzial, ze jestesmy rozni, kutasie. Bylo jeszcze milion przeprosin, bo on wie, ze to jest jego wina, ale on przeprasza... Spierdalaj.
Ale dobrze. Wina juz mialam w sobie za duzo, zeby jechac do domu, zreszta mialam ochote na ten ostatni fling, moze glownie po to, zeby szukac dziury w calym. I mimo, ze seks byl taki jak zwykle, czyli wydawalo mi sie przedtem, ze oszalamiajacy, to znalazlam dziure w calym i bede sie tego trzymac. Staram sie zaciskac mocniej powieki, kiedy mi sie przypominaja te przecudowne momenty i przywolywac te zgrzyty, jakos sie przeciez musze ratowac od tej schizofrenii calej. 
Bylo jak zwykle mowienie po portugalsku w lozku, wiec i ja sobie uzylam po polsku. Nigdy sie przeciez nie dowiem, co on tam mowil do mnie zawsze, ale wiem, co ja tym razem mowilam, w koncu przyszlam sie do niego klocic, wiec powinien sie cieszyc, ze nie rozumial.
Ale kiedy juz cisnienie opadlo, porozmawialsmy jeszcze chwile o tym, co nam nie wyszlo w byciu razem i te de, a nastepnie chyba naszla go jakas febra zwierzen, bo nie dosyc, ze mi wreszcie powiedzial po chuj spi z tym przescieradlem (to dluga historia), to nagle pomiedzy 'ale ty jestes piekna' i 'bardzo cie lubie' wplotl:
"PRZECIEZ WIESZ, ZE JESTEM ZONATY."
O tak, skurwysynu? Ostatni raz jak sprawdzalam, to mowiles, ze jestes rozwiedziony. 
'-No, ale to rozwiedziony z matka mojego syna, to tak, ale mialem jeszcze pozniej zone Francuske, z ktora jeszcze sie nie rozwiodlem. Ale wiesz, jestesmy w separacji. Jestem pewien, ze ci wczesniej mowilem'
Ja owszem, zapominam, ale taki maly fakcik mysle, ze by mi zostal w glowie jednak. 
Wiec poczulam wtedy ulge, ze jednak sie rozstajemy, dobrze mi zrobily te jego biedne zwierzenia. Wysmialam go tylko za to, ze on zwykl pytac i podejrzewac mnie o kontakty z moim bylym. Smialam sie mu prosto w twarz.
W koncu zasnelam, ale obudzilam sie zaniepokojona o 3ciej rano. Nigdy nie spalam u niego dobrze, zdarzalo mi sie nawet specjalnie brac po to ksiazke, bo wiedzialam, ze do rana nie dospie. Kiedy sie obudzilam o tej trzeciej, poszlam do lazienki, umylam zeby - rzeczy, ktore sie robi w nieswoim domu, jak sie nie chce spac. Potem wrocilam do lozka i zdalam sobie sprawe, ze leze w nim z zonatym facetem, ktoremu nie przeszkadza, ze ja odchodze i ze nawet jak mu powiedzialam, ze jest 'full of shit', to nie zaprzeczal, bo wiedzial, ze mam racje. Wobec powyzszego, wstalam i po cichu ubralam sie (rozwazalam ubieranie sie glosne, ale mialam wybor pomiedzy wyjsciem z tamtad demonstracyjnym i przedluzeniem dramatu, a wyjsciem skutecznym, wybralam to drugie.) Zawinelam sie w cieply szalik i pewnym krokiem poszlam do samochodu, gdzie spedzilam jeszcze 30 sekund na pozbywanie sie jego numeru z telefonu, smsow od niego i usuniecie jego numeru z historii polaczen. Zeby mi nic glupiego nie przyszlo przypadkiem do lba.
Ciesze sie, ze ucieklam z pokreconego swiata brazylijskiej telenoweli, bo chociaz sie zauroczylam i troche boli, to przynajmniej nie dzieje sie to wszystko po dwoch latach z tym kolesiem. 
Zadzwonil potem do mnie o szostej rano (wtedy jego budzik dzwoni) zdziwiony, ze gdzie ja jestem i ze czemu w srodku nocy wyszlam. W poludniowoamerykanskich klimatach logiczne myslenie chyba nie jest seksi, bo odpowiedzialam ' a po co mialam zostac' i to go zniechecilo do ciagniecia dramatu. 
Bez obaw, zaraz potem znowu usunelam jego numer z historii polaczen.
I chuj. Jestem wolna, nastepny bedzie moze Szwedem, albo Norwegiem? Tego jeszcze nie grali.

skomentuj (6)| data: 2009-12-01 | godzina: 10:01:12 | autor: auparisztaka

Chyba znowu jestem w przestrzeni kosmicznej, w ktora tym razem chyba znow sama sie wystrzelilam. Zeby to uczcic powoli wytoczylam sie dzisiaj z lozka, a nastepnie z domu i juz mialam otwierac drzwi samochodu, kiedy postanowilam isc piechota. Teraz, kiedy jestem 10 kilo lzejsza, jakos wszystko przychodzi mi o wiele latwiej. Mialam od rana wielka zachcianke na hot cookie dough, wiec Pizza Hut, to byl moj pierwszy cel wycieczki. Jadlam gorace ciastko ze splywajaca z niego czekolada czytajac 'Kompleks Portnoya' poraz niewiadomo ktory. Skonczyly mi sie w domu ksiazki, wydarzenie, ktore zawsze celebruje i ide kupic nowe. Zajrzalam wiec do ksiegarni, ale jakos niczego nie kupilam. To byl bardzo oszczedny dzien, kupilam tylko same najpotrzebniejsze rzeczy. Zaczelo sie od Elizabeth Arden Flawless Finish Bare Perfection Make-Up - niezbedne przeciez. Potem byla bluza z kapturem (w koncu zima) jakies jedzenie (czasem jem) i czerwony kowbojski kapelusz z bialym futrem wokol ronda (w koncu sa swieta...) Podkladu od Elizabeth Arden jeszcze nie rozpakowalam, bluza mnie przyjemnie grzeje, a w kapeluszu z pewnoscia pojde w poniedzialek do pracy. To nie pierwszy kowbojski kapelusz, ktory bede nosic publicznie i bez specjalnej okazji, jak tez i nie pierwsze dziwaczne nakrycie glowy. 
Poza tym musze dac zdjecie, bo jestem z siebie zadowolona.



skomentuj (2)| data: 2009-11-28 | godzina: 22:52:04 | autor: auparisztaka

Zalalo nas tu na maksa, polowa miasta pod woda. Brazylijski kochanek wyjechal do Hiszpanii, jakby wiedzial kiedy sie stad wyrwac. Wraca we wtorek i zaprasza do siebie, a ja sie zastanawiam, czy jechac, czy potrzymac go w niepewnosci do nastepnego dnia...
Obudzila mnie dzisiaj bolaca zatoka, bo oczywiscie wlasnie teraz musze byc chora, smarkajaca i z zatokami rozwalajacymi mi czaszke... Dobra wiadomosc jest za to taka, ze zauwazylam nagle, ze juz jakis czas temu przestalam zgrzytac zebami w nocy. Nie ma Tima - nie ma zmartwien...
Od rana dzisiaj w pracy jem spaghetti. Ze niby rano spaghetti jest niedobre? Mi smakuje tak samo rano, jak i wieczorem.
Postanowilam wykorzystac jakos moje codziennie wycieczki do pracy i z powrotem, szczegolnie teraz, w czasie powodzi, kiedy korki ciagna sie kilometrami, wiec ucze sie w samochodzie hiszpanskiego. Ni cholery nie bede potem wiedziala jak co sie pisze, ale przynajmniej sie dogadam. Mysle, ze czesciowo robie to dlatego, ze jestem zazdrosna, ze G. mowi w czterech jezykach, a ja tylko w dwoch. Jakas dume trzeba miec!
Chudniecie mi sie chwilowo chyba zatrzymalo, no i bardzo dobrze, bo nie mam w tym tygodniu kasy na kupowanie numer mniejszych ciuchow, a znowu wszystko ze mnie zjezdza.
W piatek zebralo sie u nas przed kominkiem piec kobiet i po odpowiedniej ilosci alkoholu obgadalysmy meski gatunek w ogole i w szczegole. W imieniu facetow martwilabym sie najbardziej o ten szczegol. Uczestniczac w tym wszystkim, momentami myslalam, ze przydaloby sie mezczyznom tego posluchac, to moze by robili w niektorych sytuacjach lepsza robote, ale czasami myslalam, ze dobrze, ze zaden z nich tego nie slyszy, bo moglby zrezygnowac z dalszych prob robienia jakiejkolwiek 'roboty'. Najbardziej mi sie podobalo, kiedy S. wyglosila postulat: ' Musimy byc bardziej pozytywne, dziewczyny, musimy wchodzic do sypialni myslac "to jest moj orgazm i bede go miala"!'Wyskarzylysmy sie za wszystkie czasy na tych, co za krotko, za dlugo, za malo, za duzo, za szybko i za wolno. Skrytykowalysmy na maksa tych co wydaja nieodpowiednie dzwieki, lapia nie w tym miejscu, co trzeba, tych co nie znaja anatomii swojej i naszej, tych co wierza w udawane orgazmy (!), bo na pewno wiedza, ze to byly udawane, ale sa zbyt leniwi, zeby sie tym przejac, tych nad ktorymi trzeba sie za duzo napracowac, tych co sa zbyt ciekawscy i niedosc ciekawscy... Dla nas pieciorga chyba nie istnial tego wieczora facet, z ktorym warto w ogole sypiac.
Przy okazji dowiedzialam sie, ze jestem jak ktostam z Sex & The City - ja oczywiscie wiem o istnieniu tego serialu, ale trzymam sie od telewizji z daleka. Jestem jak ktostam z tego serialu, bo u mnie jest zawsze 'Polish Guy, Swiss Guy, Chicago Guy i Brazilian Guy' - chronie dane osobowe, bo tak mi wygodniej mowic, nie moja wina, ze oni zawsze maja skomplikowane imiona... Takze jesli jestes moim przyszlym i to czytasz, to wiedz, ze bedziesz mial przezwisko, pod ktorym bedzie omawiany Twoj performance w lozku. Jesli jestes moim bylym i to czytasz, to prawdopodobnie sie juz rozpoznales posrod przezwisk i pozdrawiam Cie serdecznie. :D
skomentuj (5)| data: 2009-11-22 | godzina: 13:55:06 | autor: auparisztaka

Mysle o Cwetanie i smutno mi.

Yeah, sing with me, sing for the year 
sing for the laughter, sing for the tear 
sing with me, if it's just for today 
Maybe tomorrow, the good lord will take you away 






skomentuj (2)| data: 2009-11-12 | godzina: 01:18:58 | autor: auparisztaka

Ostatnio bardzo zainteresowaly mnie sprawy ciala. 
Czesciowo dlatego, ze chudne i chudne, wiec dzisiaj kiedy poprawialam wlosy przed lustrem po prostu spadly mi spodnie... Dobrze, ze nie stalo sie to w pracy ku zgorszeniu klientow. W zwiazku z tym pojechalam natychmiast do sklepu i kupilam o numer mniejsze - co za triumf! Kupilam jeszcze pelno innego badziewia, ktorego nie potrzebuje, (ponczochy ze szwem z tylu?) ale w ktorym wspaniale wygladam. Musze sie jakos hamowac, bo niedlugo bede musiala znow kupowac ubrania numer mniejsze... 
Drugim sprawca mojej nowo odkrytej milosci do ciala jest wspomniany w ponizszych notkach. Nie mowie mu tego, ale patrze na niego z wielka przyjemnoscia. Jeden z niewielu w moim zyciu facetow z TAKIM cialem. I ten kolor skory... wygladam przy nim jak Snow White. Pamietam kiedy jako dziecko przejmowalam sie swoja bladoscia i wydawalo mi sie, ze przez to we wszystkim wygladam zle, nie moglam sie doczekac az bede mogla robic makijaz, zeby sobie jakos pokolorowac blade lico. Teraz to kocham i nawet juz nie przeszkadzaja mi niebieskie zylki przeswitujace przez kompletnie biala skore. Od kilku lat kompletnie sie nie opalam, poniewaz moj kolor skory stal sie atutem. Podklad pod makijaz regularnie kupuje w kolorze 00, czyli jednak sie nie koloruje tak, jak planowalam...

A poza tym mysle o mojej wycieczce do Francji i jak mi tam bylo dobrze.
Z prawdziwymi przyjaciolmi tak juz jest.



skomentuj (6)| data: 2009-10-31 | godzina: 20:43:39 | autor: auparisztaka

Tak wiec jestem w przestrzeni kosmicznej, w ktora sama sie wystrzelilam wierzac, ze to dobry pomysl wyleciec i odkryc nowe swiaty.
Odkrywam i nie moge sie nacieszyc tym, co spotykam na swojej drodze. Dlaczego niepotrzebnie zajelo mi to az tyle czasu, zeby zapiac pasy i wyruszyc? 
Dobry przyjaciel napisal mi ostatnio na komunikatorze: 'Czy ktos ci zabronil byc szczesliwa?' Otoz nie, wlasnie nie. Inny dobry przyjaciel zawsze mi powtarzal, ze wystarczy wejsc na internet i poznac kogos. No i miales racje P.
To w dalszym ciagu moze byc nic wartego zatrzymaniu sie podczas mojego kosmicznego lotu, ale jest to jakis poczatek. Nawet jesli jest to jakas mala planeta, na ktorej dlugo nie zostane. Oderwalam sie od mojego wzoru, w ktory myslalam, ze jestem juz zaczarowana na zawsze. Wreszcie mam innego faceta niz ten, co zwykle.

A tym czasem na mojej pierwszej planecie..
U niego brat, wspolokator i chuj wie kto, wiec jak nastolatki poszlismy calowac sie na spacerze. Ach, jaki to byl dobry pomysl, calowac sie w deszczu. I fajnie bylo go 'odwozic' do domu po spacerze, bo przeciez odprowadzil mnie najpierw do samochodu. Fajnie miec faceta w samochodzie, zawsze lubilam zwiazana z tym wladze, moze az za bardzo. Teraz za to ciesze sie tym, bo zdarza sie to niezwykle rzadko, wiec tym wieksza przyjemnosc miec kanarka na chwile w klatce, wiedzac, ze zaraz odleci. Bo ten poscig, to jest prawdziwa przyjemnosc.
Och, jest mi bosko, jest mi bosko. Dziekuje sobie za to, ze wreszcie zastanowilam sie nad tym, czego JA chce.

A wiesci z ziemi? Byly dostal ostrzegawczego smsa, ze zadzwonie na policje nastepnym razem jak sie sprobuje ze mna kontaktowac. Trzeba bylo nie dzwonic do mnie do pracy, ptaszku.



skomentuj (1)| data: 2009-10-26 | godzina: 22:35:01 | autor: auparisztaka